czwartek, 10 sierpnia 2017

Rumunia 2017

Kiedy dwa lata temu odwiedziliśmy Rumunię wiedzieliśmy, że musimy tam wrócić. Pierwsza wyprawa to było zgrabne kółeczko po Transylwanii. Do obejrzenia zostały nam dalsze części Rumuni. Tym razem udaliśmy się na południe. Ciężko było mi się zabrać za relację raz z nadmiaru wrażeń a dwa z powodu problemów z prawą ręką, która odmawia pracy na komputerze. Na szczęście okazało się, że jestem trochę w stanie działać lewą.

Wszystko było intensywne - nasza trasa, która była dość długa, pełna zakrętów i zapierających dech w piersiach widoków. Niesamowita przyroda - skalne wąwozy, przełom Dunaju, fantastyczne góry. Rumuńskie wsie, pełne maleńkich domków, studni, kapliczek, koni, krów, owiec oraz tradycyjnie odzianych mieszkańców. Albo dla odmiany cygańskich pałaców, bardziej okazałych niż te polskie. Dużo terenów przemysłowych i zakładów, które wyglądały jak duchy poprzedniej epoki. Po ulicach śmigają wypasione auta i furmanki ciągnięte przez konie oraz przegląd historyczny marki Dacia - od modeli które pewnie pamiętają lata siedemdziesiąte po najnowsze modele:-)


Najważniejsze miejsca które zwiedziliśmy:

przełom Dunaju na granicy między Rumunią a Serbią



skalne wąwozy przełomu Sohodol i Jaskini Polovragi



trasa Transfogaraska z twierdzą Poienari
/to tu urzędował Drackula/




Bukareszt
Miasto intensywne, kontrastowe i fascynujące. Połącznie socrealistycznego rozmachu z piękną starówką. W Polsce Rumunia raczej kojarzyła się zawsze z krajem mało rozwiniętym. A metro w Bukareszcie działa od 1979 roku i ma cztery linie. Do tego autobusy, tramwaje i trolejbusy. I ludzie na hulajnogach śmigający po ulicach jak pełnoprawni uczestnicy ruchu drogowego. Bulwar Unirii z dziewięcioma pasami jazdy w jedną stronę może przyprawić o ból głowy. Nie wiem jakim cudem Karol dawał radę tam jeździć, ja bym chyba uciekła z auta po pierwszym skrzyżowaniu :-)





Błotne wulkany niedaleko miasta Buzau
Niesamowite zjawisko przyrodnicze, wulkany cały czas bulgoczą.
W połączeniu z 37 stopniowym upałem mieliśmy symulację pobytu na pustyni



Sinaia
W Sinai byliśmy już dwa lata temu aby zobaczyć pałac Peles. Tym razem mieliśmy okazję bardziej poprzyglądać się samej Sinai  - to uroczy kurort pełen fantastycznych domów. A także wjechać kolejką linową na płaskowyż Bucegi - 2 tyś metrów nad poziomem morza. Dwa lata temu przeszkodziła nam w tym gwałtowna burza. Tych widoków nie da się zapomnieć.




Na koniec zajrzeliśmy jeszcze raz do mojej ukochanej Turdy.
Tym razem nie było koni ale miejsce wciąż ma w sobie magię.

Jeśli ktoś ma ochotę na więcej zdjęć to zapraszam

A tutaj można przeczytać o poprzedniej wizycie w Rumunii.
Rumunia 2015
O rumuńskich zwierzakach - niestety w tej dziedzinie nic się nie zmieniło
Moja kochana Turda
.

3 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia a i wycieczka bardzo ciekawa.
    Pewnie dużo się zmieniło w Rumunii przez ostatnie lata tak jak i w Polsce...

    OdpowiedzUsuń

Nakarm koty - zostaw komentarz :-)
Feed the cats - leave a comment :-)